,,a to co uczynię…

zmieni się na zawsze, w to, co uczyniłam…”

spałam dziś przy otwartym oknie.
wiosna nie budzi we mnie cudownych uczuć.
otwarte okno to jedno,
a wiosna to drugie.

planowa wizyta okazała się mieć zły plan.
ciasto się chłodzi,
mozarella jest w drodze.
zjem sama.
jakoś mnie to nie dobiło…

mam wrażenie, że wyprałam się z uczuć.
chciałabym żyć popadając ze skrajności w skrajność
nawet to wydaje mi się ciekawsze,
niż nie mieć uczuć wcale.

nie kocham,
nie żałuję,
nie oczekuję,
nie czuję bólu,
nie śmieję się.

jedyne co jest to przyzwyczajenie.
gorzej niż nic?

a mimo wszystko jest pozytywnie.
ludzie tłuką żarówki,
a ja jestem ”bezcenna”
to wystarczy.
i to, że czekasz,
choć ja nie czekam.

tyle.
podpisano:
czeszka.
i koniec.
bez kropki

pees. ,,M: zapytaj, czy jeśli przyjadę po nią i zabiorę ją do nas, to to zaakceptuje?”
tak.

,,when it’s good, then it’s good, it’s so good, ’till it goes bad”
w moim wolnym tłumaczeniu:
kiedy jest dobrze, wtedy jest dobrze, jest bardzo dobrze, dopóki nie będzie gorzej.
no to jest.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>